Wydarzenia kulturalne

06.17.2017

Poznańska Veganmania 2017 – bób, hummus, włoszczyzna!

4.06.2017 w poznańskiej Hali Widowiskowo-Sportowej Arena odbyła się największa wegańska impreza w Polsce. Mogłabym zacząć od truizmów, że śmiechom nie było końca, że czasem słońce, czasem deszcz, niemniej tu potrzeba tąpnięcia!

 

 

Państwo Otwarte Klatki zorganizowali roślinne rewolucje i serce wyrywało się z uprzęży na widok tłoków i tłumów w pewną duszną niedzielę. Rozpocznę od tego, że takie eventy są zwyczajnie potrzebne – po to, aby łamać stereotypy i integrować społeczeństwo.

Wegański antyradykalizm

 

Veganmania to nie spotkanie w ramach roślinnego okultyzmu i niebezpieczeństwo opętania przez wielowymiarowe właściwości szczawiu i szpinaku. Z kolei weganie to nie sekta, która z premedytacją wchłania i żuje mięsolubny potencjał przejścia na zieloną stronę mocy. Nikt nikogo nie osacza, do niczego nie zmusza, nie uświadamia na siłę, nawet niczego nie sugeruje.

 

 

Poznańska Veganmania dała medalowy popis gościnności, życzliwości, smaku i kumpelstwa. Działo się w każdej strefie, a najgoręcej było w lokalizacjach gastronomicznych. Łączna suma kulinarnych kolejek weszła w znak równości i pokoju z długością trasy Kolei Transsyberyjskiej. Tofurniki, hummusy, falafele, gulasze, bakłażany, browary z Górnego Śląska, koktajle, pasty, zioła, legendarna vegepizza z Łazarza – to tylko mikroprzykłady jadła i napitków, które w tempie ekspres poddano konsumpcyjnej redukcji.

Veganmania to także szereg wydarzeń towarzyszących:

– Tatuaże Zamiast Futra

– Odkryj Yogę z Yoga Friends

– loteria fantowa

– benefit ubraniowy Dobre Rzeczy

Szczególnie bliski mi jest numer 1. Ubieram się w pigment i zażywam akupunktury, miast nosić czapki z koszatniczek i futra z norek. W tym roku z sukcesem upolowałam wzór Kamila z katowickiego studia Widzimisie Tattoo i nikt przy tym nie ucierpiał. Dziwna pani z kotem w sakralnym kosmosie spoczęła na wieczność na prawym piszczelu. Będzie miała klawe towarzystwo jesienią. Dochód z licytacji przeznaczono na zwierzaki (chodzą plotki, że lisy mogą liczyć na desery w bonusie).

 

 

Veganmania to również event edukacyjny. Prelekcje, pokazy, spotkania, rozmowy – w tym roku z dystansem o weganizmie mówił Orestes Kowalski aka Vegan Hero, Robert Kędziora udowodnił, że ultra maraton na diecie wegańskiej to pestka dojrzałej czereśni, iluzjonista Pan Ząbek czarował pod hasłem „bo tylko cyrk bez zwierząt jest zabawny”, a panowie Smierzchalscy aplikowali sporą dawkę brazylijskiego jiu jitsu. Duży plus za mnóstwo atrakcji dla dzieci!

 

 

Vegan Heroes

Dzięki takim wydarzeniom dzieje się dużo dobrego. Wizerunek weganina przestaje być stereotypowo opakowany w chudego człowieka, który je tylko sałatę, jeździ na ostrym kole, nie goli pach, mieszka w gliniance, pomidorom w ogródku puszcza smutne ballady Mike’a Oldfielda, każdemu mięsożercy w ramach botanicznej krucjaty recytuje przepisy Marty Dymek, a na pytanie „czy mleko matki jest wegańskie i jak radzisz sobie z głodem” dostaje wysokiej gorączki z bezradności.

 

 

Wegańskie wyzwanie podjęłam 6 miesięcy temu z kompletnym oddaniem (się) kuchni roślinnej, nie ulegając przy tym żadnej modzie bycia hip, a nawet hop. Kierował mną wyłącznie świadomy wybór, a organizm przygotowywałam na rewolucję kilkanaście tygodni, potykając się o chrupiącą skórkę z kurczaka i wypadkowego łososia w cytrynie. Teraz jest najlepiej, a bakłażan jest moim nienarodowym bohaterem. Warto darzyć tofu sympatią, a tempeh może być doskonałym kompanem do kolacji.

Weganin to człowiek, Człowieku! Zarezerwuj sobie czas w 2018, jeśli jeszcze w Veganmanii nie uczestniczyłeś.

Warto, bo zdrowo, szlachetnie i w serdecznych Otwartych Klatkach.

Wielkie dzięki! Bób, hummus, włoszczyzna!