Literatura

10.20.2016

Oddajcie mi moje dzieci, czyli norweska rysa na szkle

„Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym)”, Maciej Czarnecki, Wydawnictwo Czarne 2016

W najlepszym interesie dziecka jest żyć w warunkach korzystnych dla jego rozwoju, niekoniecznie z biologicznymi rodzicami. (…) na pierwszym miejscu dobro dziecka. Jeśli coś przetrwało, to przekonanie, że nikt nie zadba o nie lepiej niż państwo”.

 

Zimno. Osobliwie. Fiordy i łososie pośród socjologicznego przekroju skandynawskiego absurdu. Norwegia Czarneckiego nie jest przewodnikiem turystycznym, nie zachwyca metaforycznymi opisami zórz polarnych i melancholią przedmieść Oslo.

 

 

To czarny i przerażający obraz Barnevernetu – instytucji, która wejdzie do twojego domu bez pukania po tym, jak sąsiad zza ściany zgłosi słyszany płacz dziecka. Albo nauczyciel, którego zaniepokoi siniak na przedramieniu ucznia. A przecież szczęśliwe dziecko ma prawo mieć siniaki, zdarte kolana i znamiona na brodzie, bo spada z drzew, trzepaków i gra w klasy na asfalcie.

Nadinterpretacja, uczulenie na emocje, nadwrażliwość w opiekuńczym państwie ujętym przez autora w wąski nawias.

 

editorial-picks

 

Maciej Czarnecki zaimponował mi rzetelnym kompendium wiedzy i apokaliptycznymi schematami funkcjonowania systemu opieki w Norwegii. Przywołuje historie Polaków, którym odebrano dzieci, bo… były smutne akurat we wtorek czy inną środę. Bo dały się w prosty sposób zmanipulować i zaczęły grać z urzędem w „czy mama i tata cię biją”. Bo się zbuntowały i bez świadomości konsekwencji swoich słów pokolorowały rzeczywistość.

 

Niemowlaki, maluchy, nastolatki. Zabierane, pożyczane, umieszczane, niczyje i nieswoje. Przykryte płaszczem chorego interwencjonizmu państwowego wespół z dziurawym prawem na bakier z przyzwoitością i kompletnym brakiem zrozumienia dla multikulturowej wartości rodziny.

Polacy zwykle mówią o nim w rodzaju nijakim: ‘Barnevernet przyszło’, ‘Barnevernet zabrało’ – w takich opowieściach urząd kojarzy się z jakimś niejasnym zagrożeniem, czymś nieludzkim i bezdusznym”.

 

norway-1250504_960_720

 

W istocie. W Norwegii niewinny klaps czy pociągnięcie za ucho to już przemoc domowa, przy czym w Sosnowcu, Białymstoku czy na Kaszubach to tylko element wychowania, na który nikt lub bardzo rzadko ktoś zwraca uwagę. Dysonanse i dylematy.

 

Jako permanentny lider rankingów ONZ wśród krajów najbardziej rozwiniętych na świecie, Norwegia przeczy swojej pozycji prowokacyjną działalnością Barnevernetu. Gdyby nie radykalne środki reagowania, oferowana przez instytucję pomoc nie byłaby skażona złą sławą. Idea dobra dziecka jako najwyższego interesu państwa ma sens, jeśli nie przekracza progu domu bez zaproszenia.

 

Obecnie dochodzi do zderzenia dwóch skrajnie różnych od siebie światów, fałszywie uzasadnianych roszczeń i koszmarnych historii o niewyobrażalnym zasięgu.

 

Kiedyś już działo się podobnie. Kiedyś już tak ingerowano. Wywożono i zapominano. Jest jeszcze czas na to, aby naprawić niezrozumiałe błędy, uzupełnić luki w przepisach i uregulować prawo.

 

Po zamknięciu książki przestałam żałować, że kilka lat temu zrezygnowałam z zimowego lotu do Oslo, paradoksalnie z powodów rodzinnych, lecz skrojonych nie na miarę skali Barnevernetu. Po kilku dniach od odłożenia lektury wciąż nie mam ochoty bukować promocyjnych biletów z Poznania. I choć loty za symboliczną złotówkę kuszą, podaruję jeszcze na chwilę.

 

z16702626qmaciej-czarnecki

 

Wiedziałam niewiele na temat tego systemu, jakieś strzępy informacji, kilka obejrzanych produkcji filmowych i przeczytanych wypowiedzi na forum. Teraz wiem za dużo i obraziłam się na Norwegię.

 

Zdumiał mnie obiektywizm Czarneckiego. Konfrontując się zarówno z pokrzywdzonymi rodzicami, jak i pracownikami urzędu, umiejętnie kodował materiał. Jeśli nawet krzyczał w środku ze złości, a powieki drgały mu w rytm żałobnego marsza, próżno szukać tego na papierze.

 

Chapeau bas za skutą lodem błękitną krew reporterską, Panie Czarnecki. Proszę dać mi więcej, lecz z drugiego końca świata.