Kino

07.30.2016

Nie ma mowy!, a jednak jest. O miłości liryzmem podszytej.

 

NIE MA MOWY!

reż. Sean Mewshaw, prod. Kanada/USA, gat. komedia romantyczna, premiera 5.08.2016 Polska

 

Komedia romantyczna, koprodukcja amerykańska, miłość, płacz i zgrzytanie serca. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do filmu Seana Mewshawa. Dlaczego? Ponieważ do wczoraj nie zbliżyłam się nawet do granicy palców jednej dłoni, jeśli chodzi o co najmniej DOBRE uniesienia zakochanych na ekranie. Zwiastun zapowiedział mi obraz na wzór „P.S. Kocham Cię”, którego realizacja nie zmiażdżyła, ale spowodowała kilka przytakujących westchnięć, więc dałam kredyt zaufania dwóm uroczym bokserom, dźwiękom i kadrom z trailera.

 

tumbledown

 

 

PSYCHOFAN BIOGRAFICZNĄ ZANĘTĄ

Po śmierci męża, muzyka folkowego Huntera Milesa, Hannah (Rebecca Hall) postanawia napisać jego biografię. Po nieudanych próbach i wiecznym ‘pod górkę’, zatrudnia do pomocy Andrew (Jason Sudeikis), profesora amerykanistyki, którego fascynuje liryczna twórczość Huntera. Porwało? Mnie na początku też nie. Powiało biedą z nędzą, brakiem polotu i smutną powtarzalnością.

 

 

lGg617u

 

Jednak scenariusz przesiąknięty ironią, sarkazmem oraz inteligentnymi dialogami, rozbudowane charaktery postaci i góry z lasem połączone, zbudowały klimat tego filmu. Zachwyciły mnie kadry i doskonale skorelowana z obrazem muzyka. I jeśli o czymś istotnie nie ma mowy, to o moim braku zainteresowania Danielem Hartem i Damienem Jurado, których dźwięki przywołały melancholijnych Angusa i Julię Stone wespół z sentymentalnym London Grammar.

 

LEŚNY MARSZ ŻAŁOBNY

Wciąż sceptyczni? Niepotrzebnie. Warto dać szansę historii, która być może nie jest nadzwyczajna, ale nie należy odbierać jej uroku. Sceneria kanadyjskiego Vancouver wygrywa w przedbiegach ze skandynawską surowością krajobrazu produkcji szwedzkich czy duńskich. Relacje między bohaterami są krzepiące, a przy tym bliskość i przywiązanie Hannah do zmarłego męża oraz jej walka ze stratą są niezwykle ważne w procesie powrotu do normalności.

 

 

56bf4c73b87f5.image

 

Miłość nie jest obowiązkiem, a wspaniałym przywilejem ludzi na nią gotowych. Film pokazuje, że utrata kogoś bliskiego nie musi wiązać się z hermetycznym opakowaniem siebie w klasztor. Wręcz przeciwnie – staramy się zrozumieć, analizujemy, godzimy się i próbujemy zwyczajnie ruszyć dalej.

 

BEZ KONFETTI, SZAMPANA I HOLLYWOODZKIEGO WYUZDANIA

Ucieszyła mnie koncepcja reżysera, który odszedł od dotychczasowego schematu komedii amerykańskich. Nie ma dzikich imprez na dachu, plastikowych kubków z piwem i podchmielonego ocierania się o przypadkowych partnerów, którzy w scenie końcowej biegną w deszczu z niewyraźnym ‘kocham cię’ na ustach. Szczerze? Pośród tylu zaczepnych uszczypliwości między bohaterami, nikt nie spodziewa się, że te słowa w końcu padną.

 

 

SeanMewshawHeadshot_a

 

Bez miodu, landrynek i brązowego cukru –  prosta historia o miłości, o której wielu może tylko pomarzyć.