Kim jestem?

Patrycja Sikora. Miała być Patrykiem lub Szymonem, ale (podobno) pozytywnie
i feministycznie zaskoczyła położne, pielęgniarki i samych zainteresowanych, czyli rodziców. Stan nirwany osiąga przy Freyu lub Pamuku. Płakała po odejściu Winehouse, Whartona
i Houston. Lubi żelki i krówki, nie lubi Krystyny Pawłowicz (mimo tego, że krzykliwa).

 

Poliglotka dyplomatyczna z wykształcenia, e-marketing freak, zawodowo redaktor treści, szarżuje składnią, gotuje, konsumuje, biega. Dzień bez książki, filmu lub jakiejkolwiek namiastki sztuki wprawia ją w stan co najmniej opłakany. Pretendująca filmoznawczyni Warszawskiej Szkoły Filmowej.

 

Połowa zawartości słownika języka polskiego kojarzy jej się z zasobami sklepów spożywczych dobrze zaopatrzonych, pozostałe hasła wykorzystuje bez żadnych podtekstów i skojarzeń. Synestetyczka na 100%.  Kocha się w Bliskim Wschodzie, co nie znaczy, że w całej jego populacji. Urzeka ją ezan, najlepiej rozbrzmiewający w dzielnicy Sultanahmet.

 

Dźwięki, które zakrzywiają jej czasoprzestrzeń pochodzą najczęściej z niszy skandynawsko-islandzkiej i z Wysp Brytyjskich, hołduje polskim perłom muzycznym jak BOKKA, Rebeka, Podsiadło, xxanaxx, KAMP!, Kroki i jeszcze paru innym.

 

Dużo pisze.

 

Długoterminowy plan na przyszłość? Żyć ładnie.